RSS
niedziela, 12 października 2014

 

Czas pędzi. Na pisanie tutaj nie mam ani siły, ani ochoty, ani czasu. 

Próbuję przystosować się do zasypiania później niż o 22, ale z marnym skutkiem. Po wakacjach z tragicznym deficytem snu, wbiłam się od razu w rytm pracy, porannych pobudek, kilku godzin szkolnego hałasu, nastoletniego buntu, natłoku spraw niecierpiących zwłoki. Wracam po szkole do domu i padam ze zmęczenia. A jeszcze w międzyczasie bywam na uczelni, próbuję nadal być partnerką, przyjaciółką, córką, kochanką i pełnić te wszystkie role społeczne, które coraz bardziej mnie frustrują, bo sobie z nimi przestaję dawać radę. Gdyby rozciągnąć dobę i wynaleźć metodę na moje opadające powieki...

 

W wtorek byłam w Teatrze na Woli na Madame (na podstawie powieści Antoniego Libery). Powieść wspominam czule z czasów liceum. A spektakl uważam za ciepłą i dobrą historię, zabawną, dobrze zrobioną, dobrze zagraną. Rzadko takie rzeczy bez zarzutu pojawiają się na scenie. Każdy kto może, niech zobaczy.

 

W poprzedni weekend byłam u mamy. Nasz dom znajduje się na spokojnej ulicy, z dala od miejskiego ruchu, zgiełku itd. Za pierwszym od domu zakrętem, na jezdni, przy krawężniku zawsze jest kałuża. I już się nieraz zastanawiałyśmy, jak to możliwe, że ona jest, choć nie pada, choć ciepło, choć upał. I ostatnio mama natknęła się na sąsiadkę, która konewką uzupełniała kałużę. 

- Po co pani to robi?
- Picie dla ptaszków.

Takie proste, a takie niespotykane.

12:53, jol-ene
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116