RSS
niedziela, 29 marca 2015

 

Czy weekend może być jednocześnie leniwy i niespokojny? Mój taki był. Żadnego alkoholu, żadnego szlajania się po mieście i knajpach. Ciepły dom i wygodne łóżko. I książka.

Łapczywie pochłonęłam "Piąte dziecko" Doris Lessing. Ta książka mnie ujęła i mną wstrząsnęła. Opisuje od jednych świąt do drugich piękno i potworność życia rodzinnego i macierzyństwa. Tak dobitnie ukazuje klęskę marzeń i starań. Uchwyca tak uporczywe dążenia: najpierw do szczęścia, potem do normalności i na końcu do przetrwania. 

Dziś byliśmy na mieście, zjedliśmy pizzę na obiad i spacerowaliśmy. Ja w moim nowym białym płaszczu, w którym wyglądam jak bałwan. Zaszliśmy do Wrzenia świata, z ochotą na kawę, ale nie było wolnych stolików. Więc tylko kupiłam "Nie oświadczam się" Wiesława Łuki, które planuję wkrótce przeczytać. A to dlatego, że historię zbrodni, którą opisuje Łuka trochę poznałam dzięki Miłoszewskiemu, a po drugie bardzo zachęcający wywiad z autorem przeczytałam w wannie w aktualnych "Wysokich obcasach". 

Sielankę łóżkowo-spacerowo-lekturową zakłócają mi myśli o A. i rozpadzie jej związku. Ja, dwudziestosześcioletnia, uwierzyłam niedawno, że jednak szczęśliwe związki istnieją i są tacy mężczyźni, którzy potrafią akceptować, kochać, wspierać i trwać (nie porzucać). Chyba jednak nie. Chyba jest jak u Doris Lessing. To mnie przeraża, przerasta i w ten weekend zadawałam pytanie "kochasz mnie?" ze wzmożoną częstotliwością. 

 

          

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 135