RSS
czwartek, 30 października 2014

 

Zauważyłam kryzys pisania. U siebie, ale też u innych, których stale podczytuję. Właściwie zaglądam tu rzadko, raz na kilka dni zamiast kilka razy dziennie i goszczę tylko przez chwilę. Teraz mam trochę więcej czasu, bo leżę w łóżku, zamiast chodzić do pracy. Wirus.

Nie napisałam tu, że w zeszłą niedzielę byliśmy z K. na "Kompleksie Portnoya" w Teatrze WARSawy, w którym było bardzo gorąco. Z tego powodu prawie nie mogłam usiedzieć, a spektakl był dobry. I zabawny, i refleksyjny, wierny historii napisanej przez Rotha, co dla mnie jest plusem, a dla K. minusem. K. z tych samych żartów nie potrafi śmiać się dwa razy, no i z tej historii już się śmiał, czytając. 

Z zaplanowanej w zeszłym sezonie teatralnym ścieżki śladami Adama Sajnuka pozostał mi jeden spektakl, czyli "Skaza" w Teatrze Syreny, którą w listopadzie zamierzam obejrzeć.

Tymczasem w zeszłą niedzielę byliśmy w kinie na filmie "Bogowie". Tak o nim głośno - trzeba było iść, a w dodatku my mieszkamy w kamienicy obok tej, w której przez prawie 40 lat mieszkał Zbigniew Religa. Nawet widzieliśmy prace nad filmem, wracając kiedyś do domu, bo filmowy Religa mieszkał tu, gdzie prawdziwy.

K. się film podobał i wielu innym osobom, które widziały - też, a mi średnio. Oczywiście technicznie film niezły, zdjęcia, kolory, wystroje, stroje. Tomasz Kot jako Zbigniew Religa fenomenalny. Jednak żywot człowieka wielkiego przewidywalny i zła trochę jestem, że ukazano go w całości, spłaszczając moim zdaniem wymiar postaci. Oczywiście jednostka wybitna okazała się alkoholikiem z niepoukładanym życiem osobistym. W moim przekonaniu te wątki można było pominąć - wszyscy znamy je na pamięć - by nieco bardziej rozbudować wątek pracy zawodowej - ten okazał się arcyciekawy, poruszający, zabawny, wstrząsający. 

10:44, jol-ene
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 118